Kiedy miałam jakieś 5-6 lat mama zabrała mnie w Wielki Piątek do kościoła. Uklęknęłyśmy z tyłu w tłumie ludzi. Nagle zrobiło się całkowicie cicho i właśnie w tym momencie ktoś obok nas puścił tak głośnego bąka, że było go słychać w całym kościele. Wtedy porozglądałam się dokładnie wokół siebie (szukając winnego) i na koniec powiedziałam scenicznym szeptem:
"Mamoo... to nie ja!"
Rodzina wypomina mi to do dziś, a ludzie po prostu dusili się ze śmiechu do samego końca nabożeństwa :)
