Tę historię znam tylko z opowiadań. Całe szczęście. Miała miejsce daaaaawno, miałam niecałe 3 lata. Pojechaliśmy z rodzicami do znajomych. Był tam pan w wieku ok. 50 lat, z którym uwielbiałam się bawić. Dorośli w najlepsze rozmawiali, przy stole siedziało z 20 osób (to były chyba jakieś imieniny), a ja bawiłam się z koleżanką i kolegą. W pewnym momencie wstałam i, nie wiedzieć czemu, podbiegłam do wspomnianego wcześniej pana wypalając:
- Dotknijmy się językami!
Ludzie przy stole mało z krzeseł nie pospadali. A rodzice mieli z tego taki ubaw, że zdarza im się do dziś mi to przypomnieć.
Innym razem mając jakieś 10 lat pojechałam z siostrą i jej chłopakiem na wakacje. Facet siostry uwielbiał się ze mną droczyć i mnie zaczepiać. Siedziałam sobie na kanapie, a on mnie dźgał ciągle i drażnił jakimiś głupimi pytaniami. W pewnym momencie już nie wytrzymałam i krzyknęłam:
- Odczep się, bo cię wybzykam!
Mina chłopaka i mojej siory bezcenna... Popłakali się ze śmiechu. A ja nie wiedziałam dlaczego... Oczywiście chodziło mi o popularne w tym czasie łaskotanie w boki zwane bzykaniem, bo wydawało się przy tym odgłos "bzzzzzz"... Nie byłam świadoma, że to ma także inne znaczenie...
