Autentyki - humor i rozrywka

Sytuacyjne

Kategoria dość specyficzna kategoria w serwisie. Wpadki słowne czy też sytuacje, które mają sens w danej, konkretnej sytuacji. Wtedy są śmieszne i zrozumiałe dla innych. Kluczem jest bardzo dobry opis zdarzenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Sytuacyjne.

Masz konto w Google? Lubisz Autentyki? Kliknij w przycisk "+1" i polecaj serwis znajomym!

Wszystkie teksty w kategorii "Sytuacyjne": 940

Rzecz cała działa się przed kilkoma godzinami... Idę sobie kulturalnie, jak Pan Bóg przykazał, na spacerek z czworonogiem mym wiernym, aż tu nagle... patrzę... jakaś reprezentacja Holandii pracuje w pocie czoła nad bliżej mi nieznanymi rurami i studzienkami. Kopią sobie jakieś dołki i wkładają w nie takie wieeeelkie rury (bardzo fachowe określenie, czyż nie?). W pewnym momencie koparka wykopała kawałek jakiejś starej rury, która już w tej drodze zakopana być musiała w czasach dawniejszych. Na wieść ową odezwał się szef całego tego bałaganu:
- Panowie... Nosz ku**a, tak dalej być nie może... Przecie kawałek dobrej rury wy***ało (kilka dynamizatorów pominąłem z wiadomych względów). Brać mi się tu zaraz i wyciągać to gówno.
Na te słowa rzuciła się od razu brać holenderska i jęli się mocować z ową rura.
Wyjęli ją w końcu... A była ona potężna, jakieś 5 metrów długości i metr średnicy. Na to znowu ozwał się szef:
- Dobra robota. Macie po piwku gratis dzisiaj.
Na to zagrzmiał jeden z pomniejszych pracowników:
- Ależ szefie... Co to w ogóle za rura? Przecież to do ch**a niepodobne...
Riposta szefa była natychmiastowa:
- Zależy do czyjego...
Powietrze napełniło się gromkim śmiechem braci pracowniczej, a ja pokulałem się posłusznie do domu w celu bliżej nieokreślonym...

Gadamy o pierdołach. Nagle zeszło na to, że w pobliżu bloku, gdzie kumpel mieszka, często pojawiają się dziki.
k1: Ja coś jeszcze z auta wyciągałem, sąsiadka z synem i psem na spacer w kierunku lasu poszli. Za chwilę wracają biegiem, jakby się paliło, i sąsiadka krzyczy "uciekaj, ona zaraz tu będzie!". Nie zajarzyłem o co jej chodziło, jaka ona, dalej w aucie grzebię i nagle słyszę "chrum, chrum", wychylam się z samochodu, a tam taka wielka, na oko 150 kg locha...
k2: Nie mówiłeś, że twoja teściowa wpadła w odwiedziny.

Rybnik. Msza święta dla dzieci. Podczas kazania ksiądz pyta dzieci:
- Kochani, jak mędrcy trafili do Betlejem?
(las rąk, chórek odpowiada) Gwiazda ich przyprowadziła!
- Jak się nazywał król, który rządził wtedy Judeą?
(las rąk, chórek odpowiada) Herod!
- A jak Herod zareagował na informację, że Jezus się urodził?
(chłopiec z pierwszego rzędu) Załamał się ...

Gdy wracałam do domku z Warszawy i podczas przesiadki w Katowicach, gdzie musiałam czekać 40 min, byłam świadkiem ciekawego wydarzenia.
Przy kiosku zatrzymuje się dziewczyna z dość sporą torbą na zakupy z której wystaje tekturowe pudło. Kładzie torbę na ziemię i kupuje coś w kiosku. W tym momencie podbiega jakiś łepek, cap za siatę i w nogi. Niewiele osób to widziało, więc nikt nie zdążył go zatrzymać. Jakież było więc moje zdziwienie kiedy zobaczyłam, że dziewczyna która właśnie została okradziona zwija się ze śmiechu pod tym kioskiem. Ponieważ stałam niedaleko, usłyszałam jak dziewczyna mówi do kioskarki:
Oddałabym wszystkie pieniądze, żeby widzieć jego minę gdy otworzy pudełko. Mam chorą babcię, której czasem pomagam. W tym pudełku niosłam jej bieliznę do prania.

Kiedyś znajomy jechał w kierunku Katowic, a deszcz lał potężny.
Na poboczu zobaczył machającą na samochody dziewczynę tak ok. 16 lat na oko. Zlitował się więc i postanowił ja podrzucić. Zatrzymał się i kiedy wsiadła zapytał:
- A ty dziewczynko dokąd chcesz jechać?
- Ja donikąd, ja tu k***a pracuję.
I w ten sposób panienka doczekała się natychmiastowej teleportacji ponownie na pobocze, a znajomy obiecał sobie, że już nigdy się nie zatrzyma przed autostopowiczem, tym bardziej, że w dzisiejszych czasach nawet płeć autostopowicza nie gwarantuje, że chce gdzieś jechać.

Pewien znajomy (który tak btw. jeździ jak wariat) miał dosyć poważny wypadek. Nieważne jak wszystko wyglądało, ważne, że nie miał zapiętych pasów i wyleciał przez przednią szybę. No i jak to zawsze ... leży rozwalony na tej ulicy ... tłum się zbiegł, nikt nie ma jakiegokolwiek pojęcia o pierwszej pomocy, ale popatrzeć każdy musi. W pewnym momencie przez tłum przebija się ksiądz, pochyla się nad znajomym (który Kościół uważa za instytucję zarobkową, a księży za pazerniaków) i się pyta:
- Synu, czy udzielić Ci ostatniej posługi?? - Na co mu znajomy bez zastanowienia:
- A weź spie...aj i karetkę zawołaj!!

Historia usłyszana ostatnio na rodzinnej imprezie :)

Pewien pan poszedł do publicznego WC za potrzeba. Miał już przygotowane pieniądze, żeby szybko zapłacić i ruszyć przed siebie. Stoi pod okienkiem babci klozetowej czekając aż ta go obsłuży i przebiera nogami bo potrzeba coraz bardziej nagląca, a pan na tyle honorowy, że nie wejdzie bez płacenia. Po dość długiej chwili pani w końcu przychodzi, a pan na to:
- Już nie trzeba...

Jak łatwo się domyśleć - pan nie zdążył...

Siedzę sobie, jak zazwyczaj, przy kompie. Nagle dzwoni telefon. Odbiera moja Mama. Babcia... W głosie przestrach, martwiącym się głosem mówi:
[B]abcia - Jest Damian?
[M]ama - No jest...
[B] - Co robi?
[M] - Przy komputerze siedzi.
[B] - Odgoń go natychmiast od tego komputera, słyszałam w telewizji, że w tych komputerach, to jakieś wirusy panują i jeszcze się zarazi... Już kilka milionów jest chorych.

Mój niespełna 18-letni kuzyn (niemówiący zresztą ni w ząb po angielsku) przebywał na saksach w USA, konkretnie w Chicago, gdzie Polaków na każdym rogu zatrzęsienie. Swojego czasu wybrał się z naszym wspólnym wujaszkiem (z którym zresztą mieszkał) na zakupy do sklepu z częściami samochodowymi. W sklepie tym, jak to w wielu sklepach w Chicago, pracują sami Polacy i Meksykanie. Wujaszek zaczął zamawiać części, a kuzyn stanął sobie grzecznie z boku przy ladzie. Jeden ze sprzedawców, oczywiście Polak, podszedł do niego i czystą polszczyzną (w końcu nie trudno poznać rodaka po twarzy) zapytał:
- Może w czymś pomóc?
Na co stremowany kuzyn:
- NO ENGLISH!!!

W ramach walki ze zgubnym nałogiem papierosowym przerzuciłem się na tzw e-papierosy, no i akurat w piątek o 23 odmówiło współpracy ustrojstwo do którego nalewa się płynu z substancją psychoaktywną. Byłem zabezpieczony na taką okoliczność, zakupiłem tydzień wcześniej zapasowe ustrojstwo ponoć nowej generacji zwane clearomizerem (cokolwiek to znaczy). Po krótkich oględzinach zrozumiałem że bez strzykawki z igłą to ja tam płynu nie naleję. Po analizie posiadanych zasobów doszedłem do wniosku że nie mam niczego użytecznego w swoich zbiorach. Niewiele myśląc udałem się do pokoju mojego współlokatora gdzie w najlepsze trwała domówka na jakieś osiem osób z udziałem licznych substancji rozweselających i zapytałem czy ktoś nie ma na składzie, bo potrzeba chwili itepe. Trzeba przyznać że mimo stanu nielichego sponiewierania (nie mojego) udało mi się skutecznie przyciągnąć uwagę uczestników, a ich zgodnie powiększone oczęta pozwoliły mi dość szybko zrozumieć urok sytuacji. Pośmialiśmy się trochę, no ale problem pozostał dalej nierozwiązany. Postanowiłem udać się do apteki, ze względu na późną porę w grę wchodziły tylko dyżurujące w nocy. 15 minut zajęło mi dotarcie do miejsca przeznaczenia. Parę minut w kolejce i znalazłem się przy okienku gdzie złożyłem zamówienie wiadomej treści. Po schowaniu zakupów do kieszeni i odwróceniu się w stronę wyjścia przekonałem się że ludzie lubią pochopnie oceniać bliźnich, uczucia malujące się na obliczach współkolejkowiczów nie pozostawiały złudzeń co myślą o gościu kupujący tylko igłę i strzykawkę w nocnej aptece. Aż nabrałem ochoty zapytać panią aptekarkę czy mogę skorzystać z toalety, ale stwierdziłem że humor mam już i tak wystarczająco dobry. Do domu wracałem z bananem na paszczy jakbym miał co najmniej ze 2 promile. W życiu bym nie pomyślał że strzykawka i igła dostarczą mi tyle radości :)