Autentyki

Witaj!

Serwis Autentyki.pl zbiera anegdotki (autentyki) nadsyłane przez Internautów. Aby łatwiej się je przeglądało, są posegregowane w odpowiednie kategorie. Na każdy tekst można zagłosować jako git lub kit.
Nowe teksty w każdy wtorek, czwartek i niedzielę!
Miłego i długiego czytania ;).

Subskrybuj RSS z najnowszymi tekstami.

Śmieszne wiadomości

Lew też potrafi grać w golfa

Niemały szok pasjonatów dżentelmeńskiej gry

Ślub na szczycie drzewa

Zobacz w jak nietypowy sposób można wziąć ślub!

Kłamstwo ma krótkie nogi

Czego to się nie robi, żeby ukryć swoje grzeszki.

W imię solidarności!

Różni ludzie w różny sposób okazują swoją sympatię do gwiazd telewizyjnych.

Jak pies uratował życie

Pies okazał się mądrzejszy od swojego właściciela.

Nietypowy ślub z przymusu

Wbrew pozorom ta opowieść nie jest dla miłośników romantycznych historii o miłości, a ślub o którym mowa nie cementuje związku dwojga kochających się ludzi.

Kozy na polu golfowym

W miejscowości Bismarck w Północnej Dakocie, na jednym z tamtejszych pól golfowych właściciel postanowił   rozprawić się dziko rosnącymi roślinami.

Dlaczego warto zamykać mieszkanie na klucz

Pewien mieszkaniec San Diego, gdy obudził się w niedzielę rano, doznał szoku.

Otóż na jego kanapie leżał sobie nagi mężczyzna i słodko spał.

Allah kontra makarena

Kilku izraelskich żołnierzy wykorzystało chwilę przerwy na służbie i postanowiło sobie potańczyć w rytm muzyki.

Pamiątki po celebrytach coraz droższe

Najwyraźniej niekończąca się popularność zdjęć Marlin Monroe, zmienia się !!! – teraz  fani chcą mieć wnętrze ciała aktorki !

Ostatnio dodane Autentyki

Familiada. Prowadzący do zawodnika:

- Co można zrobić z wikliny?
- yyyy... świeczkę!

Będąc na wczasach, jako małe dziecko (jakieś 5 lat może miałam) znane byłyśmy z siostrą z hałasowania i ogólnego "umilania" wypoczynku innym wczasowiczom.
Któregoś wieczoru, dziwnie spokojnie siedziałyśmy w domku, a jakieś inne dzieci z ośrodka wydzierały się wniebogłosy.
Moja mama zażartowała więc do mojego taty:
- Teraz powinieneś wyjść na balkon i krzyknąć "uciszcie te cholerne bachory!"
A ja grzecznie posłuchałam, wyszłam i krzyknęłam
- Uciście te cholelne bacholy!

Sytuacja pod koniec roku szkolnego. Kumpel do nauczycielki:
- Prosze pani, co mi wychodzi?
- Wstań i zobacz...

Lekcja WOSu pani pyta koleżankę kto jest obecnie prezydentem (październik 2009 r)
- Głosy z klasy: Kwaa, kwaaa, kwaa.. (chodziło o odgłosy jak robi kaczka)
koleżanka: Kwaśniewski
Śmiech w klasie niezły:D

Trochę długie, ale warto

Rzecz działa się na pod-białostockiej wsi. Czasowo jakieś 12 lat temu. Był koniec lipca, więc wiadomo... środek wakacji. Do wielu mieszkańców owej malowniczej podlaskiej "aglomeracji" zjechali się krewni, więc ludzisków do imprez nie brakowało. Praktycznie codziennie urządzaliśmy sobie jakieś ogniska przy piwie i ogólnie melanżowaliśmy do białego rana. Jednak jeden wieczór był szczególny. Ktoś wpadł na pomysł, że bezsensu jest przepłacać za piwo i wódkę, skoro we wsi można kupić bimber. Ten ów ekonomiczny pomysł od razu padł na podatny grunt i zrobiliśmy ściepę. Okazało się, że za litr tego wykwintnego trunku zapłaciliśmy 6zł (słownie: sześć). Nie ukrywam, ze był to niemały szok. Ale do rzeczy. Berbelucha była nierozrobiona, więc moc urzędowa powyżej 90% mogła nas obalić. Szybko skombinowaliśmy drugą butelkę i rozrobiliśmy to z wodą ze studni. Niektórzy zapewne wiedzą ze w takiej sytuacji powstały roztwór nabiera temperatury, co akurat nie jest pożądanym efektem. No ale nie mogliśmy pozwolić, żeby takie szczegóły zepsuły dobrą balangę i udaliśmy się polną drogą nad staw w celu rozpracowania owegoż trunku przy ognisku. Przebiegu nie muszę opisywać, bo to zawsze wygląda tak samo. Ciekawe było to co stało się potem. Jeden z kolegów (stały mieszkaniec owej wsi) nazwijmy go Piotrek trochę przesadził. Znaleźliśmy go z bratem za krzakami, trzymającego w objęciach taki wielki głaz, który notabene kompletnie obrzygał i wykrzykującego imię swojej dziewczyny. Postanowiliśmy więc delikwenta do domu odtransportować. Wzięliśmy go pod rękę i dawaj do wichury. Po drodze Piotruś w swoich krótkich przebłyskach świadomości wytłumaczył nam, ze nie może do domu wejść drzwiami, bo go stary na progu zabije i że mamy wsadzić przez balkon. Był to dom z takim wysokim parterem i balkon był jakieś 2 metry nad ziemią. Dom był w trakcie wykończenia, więc nie było jeszcze barierek, co zdecydowanie ułatwiło nam zadanie. A więc podsadziliśmy Piotrusia na ten balkon, on podziękował, zrobił krok, usiadł i zasnął. Nie mieliśmy ochoty już się dalej z nim szarpać, wiec poszliśmy z powrotem na imprezę. Nazajutrz po południu spotykamy się wszyscy na mleczarni (takie centrum rozrywkowe) i w końcu przychodzi tez nasz imprezowicz od "kamienia filozoficznego". Ku naszemu zdziwieniu ze złamanym nosem, podbitym okiem i bez jednego zęba z przodu. Wszyscy od razu pomyśleli, ze go ojciec jednak dopadł, no ale żeby tak syna skatować, to lekka przesada. Piotruś obalił naszą teorie opowiadając nam co się naprawdę wydarzyło. Wszystkiego dowiedział się od swojej siostry, która mieszkała w pokoju od tego balkonu. Piotruś nad ranem obudził się i wykrzykując coś chwiejnym krokiem zasuwa pod jej oknem, co ją oczywiście zbudziło. Niestety nie skręcił w miejscu, w którym były drzwi i poszedł dalej. Potem był już tylko huk 70 kilowego bezwładnego cielska spadającego na beton. Minęło już 12 lat, a co go widzę, to śmieje się na głos.

Niedawno moja koleżanka opowiedziała mi taką historię:
Chodziła z pewnym chłopakiem (30 LAT- ON 30 LAT-ONA) Pewnego razu ON poszedł do sklepu. Nagle dzwoni komórka JEJ. I słyszy w telefonie:
-Kochanie jaką śmietanę kupić? Ilu procentową? - na to ONA słodko mówi:
- A na ile lat wyglądam i się rozłącza? - po chwili słyszy znowu telefon:
- Słońce.... Ale 40% nie ma!!! - Zerwała z nim :))

Gruba impreza. Nawalony wyszedłem z kumplami przed chatę odetchnąć trochę świeżym powietrzem. Jeden zaczął robić w pewnym momencie jakieś dziwne miny, łykać powietrze itd.
Wszyscy:
- Uwaga będzie rzygał!
Ten już się schyla by się nie zapaskudzić i.... puszcza bąka. Kolega wypala:
- Grzesiu chyba nie tą stroną, co?
Sam się prawie porzygałem ze śmiechu :D

Mój kolega pochodzący ze wsi ale będący bardzo dobrze obyty w świecie wybrał się z drugim kolega na wiejską dyskotekę. Przy ścianie jak to zwykle bywa na takich zabawach stało kilka dziewczyn. Koleś pyta się pierwszej:
-"Zatańczysz?"
-"Eee, dzisiaj nie hulom" - odpowiada
Podchodzi do następnej i następnej otrzymując taką samą odpowiedź. Postanowił w końcu jednej zapytać się:
- "Zahulamy?"
Na co ona:
-"Z wieśniakami nie tańczę"

Mina kolegi - bezcenna :)

Kiedyś wieczorem namówiłem kumpla, którego ciężko gdziekolwiek wyciągnąć, na piwko. Mieliśmy jedno wypić, bo wiedziałem, że facet ma słaby łeb, poza tym do roboty miał iść rano. No, ale oczywiście tankowaliśmy aż wszystko wydaliśmy. Sam ledwo kontrolowałem równowagę, no a kolega nie dość ze obijał wszystkie drzewa i ludzi, to jeszcze mamrotał coś o traktorach na głos. Wreszcie doszliśmy na pomost gdzie chcieliśmy sobie odpocząć, bo przejście 500m w jego stanie to sztuka, że hej! Na dodatek spotkaliśmy koleżanki, które widząc upojenie kolegi zaproponowały zakład, że jak podejdzie do lasek, które były w pobliżu (były nawet nawet) i zdobędzie nr tel. to kupią mu jeszcze dziś czteropak Żubra. Nie minęło 5 sek., już przy nich stoi, coś tam słychać że niby próbuje nawiązać z nimi kontakt, aż nagle zaczął krzyczeć pijackim głosem:
- Kurwa!!! Daj ten pi#@$olony nr, bo zabije własnymi pięściami!!!
I co? I dała! Sam poleciałem po te browary :)

Rozmowa telefoniczna. Moja mama gada ze znajomym mieszkającym na wsi. W pomieszczeniu znajdujemy się jeszcze ja i moja babcia po siedemdziesiątce. Gadka szmatka i nagle słowa mamy:
-Jeszcze Ci, sąsiad, stoi?!

Chwila ciszy i nagle niesamowicie głośny śmiech babci!
Chodziło o stojące jeszcze na polu nieskoszone zboże, ale babcia co chciała, to pomyślała ;)