Autentyki - humor i rozrywka

Alkoholowe

W tej kategorii znajdziesz teksty związane z imprezami, efektem dnia następnego i akcjami podczas "odlotu". Tutaj powiedzenie "Polak potrafi" nabiera całkiem nowego znaczenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Alkoholowe.

Masz konto w Google? Lubisz Autentyki? Kliknij w przycisk "+1" i polecaj serwis znajomym!

Wszystkie teksty w kategorii "Alkoholowe": 232

Twórczość Pijanego Kolegi :)

Anna, Anna to jest panna..
Panna, Panna nad Pannami,
Wali wódę razem z Nami.

Wchodzimy do sklepu. Kolega coś tam kupował i jak odchodził od kasy ekspedientka do niego
- ale jeszcze 2 grosze reszty zostało
- to napiwek, tylko niech pani tego nie przepierdoli na głupoty

;D

Z cyklu "ukochany kraj" z dziennika "Metro":
35-latek jechał ciężarówką środkiem drogi i pił za swoje zdrowie. Kiedy zatrzymali go policjanci ze Strzelina k.Wrocławia, okazało się, że miał ponad 3 promile alkoholu w organizmie. Policjantom powiedział, że oblewa swoje urodziny od kilku dni i zapomniał, że pije w kabinie tira, którym nieświadomie wyjechał na drogę.
Pijakowi grożą 2 lata więzienia ;)

Wracałem sobie akurat do domku do żonki i dzieciątka. W Wołominie wsiedli panowie. Dokładnie chyba ośmiu panów. Wyglądali na robotników budowlanych wracających do domu po tygodniu pracy (rzecz działa się w piątek, chyba w połowie grudnia 2003). Rozsiedli się, pogadali chwilę, zrobili zrzutkę po 3.50 PLN, dali jednemu z nich a ten wyciągnął z torby pół litra trunku wysokoprocentowego i jakiś napój. Zaczęli popijać. Jeden z nich, chudzina drobniejsza chyba od naszego mistrza skoków narciarskich, zamarudził gdzieś na boku i ominął dwie kolejki. Przywołany przez kolegów do porządku posłusznie usiadł z nimi i wypił szklaneczkę. Koledzy, będąc ludźmi honorowymi, polali mu drugą kolejkę (która z racji udziału w zrzutce należała mu się) - biedaczysko, jako że drobiażdżek wzrostu nikczemnego, więc nie bardzo mu trunek wchodził, proponował by któryś z jego kolegów wypił za niego. W odpowiedzi usłyszał, wypowiedziane lekko bełkotliwym głosem, takie oto dictum:
- Maruś, pij i nie marudź. Jak będziesz ru......., to też będziesz sąsiada wołać?

Pod biurem w Krakowie, w którym pracowałem w 1993 roku (dla lajkoników - przy Placu na Stawach), były sobie takie oponki wkopane w ziemię co by trawnik "osłaniać".
Z reguły siedziało sobie na nim od 2 do 4 lumpów i męczyli poranne piwko. Kiedyś przechodziła jakaś paniusia obok nich z takim małym drącym mordę czymś (nie, nie synem, z psem). Na co jeden z lumpików rzucił "weź go k...a, uspokój, bo mu przy...ę zaraz". Paniusia wyniośle odpowiedziała "On tak reaguje na alkohol", a pijaczek na to "No to po ch*j żeś mu dawała".

Akcja miała bodajże miejsce 3 lata temu no ale mniejsza o to...

Było to zaraz na początku wakacji, gdzie przełożyliśmy sobie opijanie końca roku szkolnego na mieście po ostatnim dzwonku na rzecz nocnego pobytu pod namiotami przy ognisku. Wszyscy juz pełnoletni wiec nikt nikomu do kieliszka nie zaglądał ani nie sprawdzał co ze soba przytachał. Jako ze miejscówa cieszyła sie dużym zainteresowaniem młodych jak i starszych ludzi doskonale wiedzieliśmy, ale nie przypuszczalismy że przeżyjemy taką oto sytuacje:

Zanim wszystko stało na swoim miejscu dobiła już godzina 21:00. Nic dziwnego zresztą skoro niektóre namioty były zbyt przekombinowane by rozstawic w ciagu paru chwil, no ale jak w końcu sie udało, podjedlismy troszke i zaraz wzielismy sie za rozpalenie ogniska. Nie minęło 5 min. juz wszystko sie pali, teraz nic tylko sie odprężyć i świętować początek wakacji. Jako ze towarzystwo spragnione było, szybko zaczęto opróżniać butelki z piwem czy winem, bo wódeczka to jakoś dłuzej sie utrzymywała na swoim miejscu ;) No i tak po 4 godzinach miałem niezłą zawieje w głowie i znalazłem się w błogostanie do jakiego wiekszość dążyła, bo mi najwyrażniej sie śpieszyło. No ale jako że kumplowi było mało (podobny miał stan jak ja) ogarnął sobie zielsko i szturchając mnie dał znak byśmy oddalili sie razem co by ludzie nie widzieli bo zaraz by wszystko poszło. No nic, poszlismy kawałek i jazda... Nie pamietam ile tego spaliliśmy ale dobrze za to wiem jak kumpel wygladał i jak sie wtedy czułem. Kompletny Chillout i dopływ enegrii. No skoro już wszystko poszło z dymem czas wrócić do swoich. No to idziemy chwiejnym krokiem śmiejąc sie w niebogłosy z byle czego. Patrzymy, ognisko jest, ludzie jacyś są, no to nasi pewnie bo kurcze przecież my nic prawie nie wypilismy ani nie paliliśmy wiec co by mogło innego tu sie bawić? :P Przysiadamy sie, bawimy, pijemy co wzielismy ze soba, śpiewamy razem z gronem, wszystko fajnie było do chwili kiedy to leżąc koło ogniska naszła mnie okropna chęć pójścia w krzaki w celu wysikania się. Wstałem z trudem i jakos mnie uderzyła po ślepiach za mała wysokość bawiacych sie wokół nas. Pierwsze co, to nasunęło mi sie ze w takim stanie w jakim byłem to ma nawet uzasadnienie, no ale bez przesady! Podchodze do jednego z balowiczów i w odległości kilku centymetrów przyglądam sie twarzy... i o mało zawału nie dostałem. Wracajac nie dotariśmy do swoich tylko do jakichś harcerzy juniorów którzy mieli góra 13 lat!!! Nosz kurde, my nawaleni, zjarani z nimi gadki - szmatki a tu taki cios po ogarnieciu!? Kumplowi tłumaczyłem ja jak sie mają sprawy z dobre 15 minut bo najpierw nie wierzył a potem myślał ze zostaliśmy przez nich porwani :P No ale po jakimś czasie zmobilizowaliśmy się i po ogarnięciu gdzie mniej więcej jesteśmy ruszyliśmy w droge ku naszemu obozowi uprzednio żegnając się z młokosami, bo co jak co ale nas ugościli ;D Mimo szoku i zmeczenia dotarlismy do swoich. Wszyscy pytali sie gdzie do cieżkiej cholery byliśmy!? Nawet nie chciało się nam jezyka strzepić bo pewnie by nam nie uwierzyli cośmy przezyli. I to tylko niby po spozyciu no co prawda dość duzej dawce alkocholu ( o zielsku nie było nawet mowy by powiedzieć, bo jak wczesniej pisałem by zaraz sie rozeszło). Nazajutrz razem z kolegą już sie z tego wszystkiego śmialiśmy i do dziś z uśmiechem wspominamy :)

Rzecz działa się, gdy wraz z kumplami uczęszczaliśmy jeszcze do szkoły średniej. Piątek, 18-te urodziny kumpla, wczesna wiosna, trochę kropi deszcz, ale jest stosunkowo ciepło, tak że grzechem byłoby nie skorzystać z okazji i się nie upić w dobrym towarzystwie:) Poszliśmy kilkunastoosobową (większość klasy i jeszcze kilka osób z poza) grupką na naszą stałą miejscówkę między blokami, rozsiedliśmy się na skrzynce na piach i krawężnikach i zaczęliśmy pić. Dużo i długo.. Jeden z naszych kolegów, Michał, największy z grupy, zbyt bardzo wierzący w swoje możliwości starał się chyba nam zaimponować wypijając duszkiem połowę półlitrowej wyborowej. Doszły do tego spore ilości piwka i innych trunków. Gdy cała trzoda wypiła co miała, zaczęliśmy się zbierać. ledwo, bo wszyscy w sztok pijani. Szliśmy osiedlem w stronę tramwaju i mniej więcej w połowie drogi usłyszałem za sobą coraz szybciej stawiane kroki. coraz szybciej, coraz szybciej, bieg i w tym momencie miną mnie Michał, w pełnym biegu, który jak się okazało miał go uchronić przed upadkiem, bo biedaczysko straciło równowagę, ale resztka jego świadomości starała się utrzymać go w pionie. Przebiegł tak kilkanaście metrów i wyrżną w chodnik aż miło:) Na tym jego świadomość ie z nami pożegnała, a Michał stał się bezwładną kukłą z urwanym filmem:) Dwóch kumpli przetransportowało go na przystanek, podtrzymując go postawiliśmy go przy latarni i kazaliśmy mu się jej trzymać. cały czas go podtrzymywaliśmy, żeby się nie przewrócił. Gdy nadjechał tramwaj próbowaliśmy Michała wprowadzić do środka, ale nie chciał puścić latarni. W końcu się nam udało go od niej odczepić. W tramwaju ścisk, ale jakiś pan widząc w jakim stanie jest nasz kumpel, ustąpił mu miejsca. Gdy dojeżdżaliśmy już do centrum i zbieraliśmy się do wyjścia Michał nie wytrzymał i puścił pawia. mimo ścisku na szczęście nikogo nie zachlapał. Z całej sytuacji mieliśmy straszny ubaw, do czasu gdy "wyprowadziliśmy" Michała z tramwaju. Postawiliśmy go przed wyjściem i z jakiegoś powodu zapomnieliśmy przytrzymać. Gdy drzwi się otworzyły, Michał wypadł z tramwaju bezwładnie, prosto na beton, rozwalając sobie przy tym cały pysk. Krew się polała i wszyscy momentalnie wytrzeźwieliśmy. Zadzwoniliśmy po jego brata, ten go zabrał, a my się rozeszliśmy. Nigdy nie zapomnę Poniedziałku w który zobaczyłem Michała. Cały pysk pościerany, pełen strupów i siniaków. Michał powiedział, ze jak się w sobotę rano zobaczył w lustrze, to myślał, ze go pobiliśmy:D

Siedzę z (k)umplem przy piwku i pytam sie go która godzina, bo miałem być w domu o 20:00. No i wywiązał sie miedzy nami taki dialog:

ja: Ej stary która godzina bo o 20:00 mam byc w domu?
(k): No już grubo po dziewiętnastej
ja: No to mam chyba jeszcze troche czasu... a która dokładnie?
(k): 19:58

Tak, spóźniłem się ;)

Po libacji w ciemnym pomieszczeniu, gdy już wszystko bolało - głównie głowa - zebrało nam się na myślenie.
Nagle pada motyw dziewczyn - jak to facetom się zdarza.
Zapamiętałem jedynie najlepszy urywek rozmyślań:
- Ej, czemu tu na Śląsku laski są brzydsze niż w innych rejonach Polski?
- Stary, bo tutaj była okupacja Niemiec, nie?

To zdarzyło się jakiś czas temu.
Znajomy w dość upojonym stanie wrócił do domu. Mama stojąc w drzwiach wyczuła zapach alkoholu i wywiązała się rozmowa:
- piłeś!
- nie, nie piłem..
- piłeś, przyznaj się!
- nie piłem!
- piłeś, przyznaj się, czuje wino!
- wino?? no może być...
Do dzisiaj ta historia jest uniwersalna na każdą imprezę ;)