Autentyki

Alkoholowe

W tej kategorii znajdziesz teksty związane z imprezami, efektem dnia następnego i akcjami podczas "odlotu". Tutaj powiedzenie "Polak potrafi" nabiera całkiem nowego znaczenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Alkoholowe.

Wszystkie teksty w kategorii "Alkoholowe": 203

Hah... To było jakiś czas temu, zaraz po tym jak zdałem prawko:) Oczywiście moi koledzy wyciągnęli mnie na melanż ( ich melanż, ponieważ ja prowadziłem auto, gdyż byłem świeżym kierowcą i muszę zdobywać doświadczenie na drodze )... To było w małej miejscowości, ale na tyle dużej, że miała ona już własny posterunek policji:) To właśnie przy nim działa się ta piękna akcja:) Koledzy już ładnie pijani... można by rzec nawaleni, prowadzą się we czwórkę bo sam to raczej żaden z nich nie dałby rady iść:) Ja szedłem kawałek za nimi bo było mi wstyd się z takimi pijokami (sic!) prowadzić:) Nagle jednemu z (K)olegów zachciało się siusiu akurat przy tym nieszczęsnym posterunku...:/ No i idzie pod ścianę i leje... leje... leje, aż wychodzi (P)olicjant... I na dzień dobry:
P - dobry wieczór, posterunkowy (taki i taki), dokumenty Pana poproszę.
K - no sieeeeemanoooooo... Poczeka pan chwilkę? Tylko się odleje...
P - za to lanie pod ścianę będzie mandat 50zł
K - Coooooo? No to pan wypisz 100 bo zaraz będę sraćććć...

Reszta kolegów jak to usłyszała nagle wytrzeźwiała hah... a ja jako trzeźwy, poszedłem wytłumaczyć kolegę... Skończyło się upomnieniem, ale kolega następnego dnia ze szczotką musiał wysprzątać cały plac posterunku:)

Kierowca TIRa wiózł do nas na hurtownie wina, pryty. Zdarzyło się tak, że gdzieś w lesie stracił panowanie nad ciężarówką i wylądował w rowie. To wino się porozbijało - prawie cały towar poszedł na straty i soczyście się lał z przyczepy. Kierowca załamany zadzwonił po pomoc. Czeka z rozłożonymi rękami, a tu idzie żul i pyta co się stało. Ten mu opowiedział i mówi:

K: Pij pan z tego i tak już nic nie będzie...

Ten to pije, przyjechała policja. Żul ledwo na nogach się trzyma. Gliniarze do niego mówią:

G: Panie idź pan już stąd!

Ż: Spierrrrrrdalajcie tu jest jeszcze tyle do wypicia!!!!!!

Kiedyś z kumplami wpadliśmy na pomysł, aby zrobić sobie prawdziwy melanż. No to wszyscy kombinują gdzie by go zrobić. Ostatecznie zdecydowaliśmy się, aby zrobić go u kumpla w bloku. Dżampra na całego, wszyscy mają nieźle wypite, hałas aż z sufitu leci. Jako że dużo browarów obaliłem, poszedłem do klopa się odlać. Dobrze miałem wypite, to z trudnością dotarłem do WC i podpierając się robię swoje. Nagle słyszę mocne pukanie w drzwi ubikacji. Kumpel z trudnością mówi przechlanym głosem:
- Wyłaź bo zapaskudzę korytarz, a ja na pewno tego nie posprzątam.
Wtedy, nagle strzelił mi do głowy głupi pomysł, aby otworzyć i szybko położyć się do wanny, by móc zobaczyć kolegi minę jak zobaczy że w kibelku nikogo nie ma. Jak postanowiłem tak zrobiłem.
Gościu wpada, rozgląda się na boki i puszcza pawia.... do wanny (choć byłem pewny że opróżni się do kibla, bo stał bliżej). Po czym wypala:
- Ale masz głupią minę ;D

Pewnego razu pilem ze znajomymi wodeczke w plenerze z jednego kieliszka.
Kolega polewa dziewczynie kieliszka z "górką" :)
Ona na to - Nie no co Ty za dużo mi nalales
On na to- Za dużo?? To sobie upij!

Jesteśmy ze znajomymi nad wodą. Wakacje, ciepło, piwo się leje litrami. Śpimy w namiotach. Sączymy sobie piwo, gdy koleżanka woła swojego chłopaka do namiotu w wiadomym celu:
- Andrzej, chodź na chwilę do namiotu!
Kolega oczywiście nie miał ochoty, więc odburknął:
-Nie chce mi się.
Koleżanka nie dała za wygraną i zawołała:
-Andrzej! Coś się w namiocie zepsuło!
On jakby niby nic, poważnym głosem powiedział:
- A co się kurwa w namiocie mogło zepsuć?!
I Koleżanka zamknęła się w namiocie, ale i tak później do niej poszedł.

Policjanci z jednego z podwarszawskich miast dostali informację, że poszukiwany przez nich jegomość ukrywa się w barakowozie na przedmieściach. Gdy przybyli na miejsce zastali tam grupę kilku mężczyzn kręcących się wokół stołu, na którym stała wódka.
Mężczyźni ci kategorycznie zaprzeczyli, jakoby poszukiwany przebywał w tej okolicy, ale uwagę policjantów przykuł jednak tajemniczy mebel - niezbyt równy i niewymiarowy przykryty obrusem stół.
Intuicja nie myliła funkcjonariuszy - gdyż pod obrusem zobaczyli... plecy mężczyzny, który udawał mebel. Gdy obrócił głowę, okazało się, że to poszukiwany i w ten sposób "Człowiek-stół" trafił do aresztu.

Impreza w domu, towarzystwo ogólnie alkoholowo rozbawione, wiadomo, jak na imprezie - głośno. A że mieszkanie w bloku, ktoś z sąsiadów najwyraźniej nie wytrzymał i zadzwonił po interwencję. Pukanie do drzwi, gospodarz gdzieś się zapodział, kumpel podchodzi do drzwi i nawiązuje się taki dialog (przez zamknięte drzwi):
K: Kto tam?
P: Policja.
K: Co chcecie?
P: Pogadać.
K: A ilu was jest?
P: Dwóch.
K: To pogadajcie między sobą. xD

Autentyk czyli Wspomnienia Taternika:
"Podczas jednego z obozów wspinaczkowych w Tatry pojechaliśmy w rejon Morskiego Oka.
Dotarliśmy pod ścianę. Nasz instruktor (jako, że byliśmy przygotowani na wyprawę pod każdym względem) zaproponował, żebyśmy sobie strzelili po jednym - "żeby nam się ściana trochę położyła - będzie się lepiej wchodzić". Towarzystwo nie namyślało się długo i zaczęli "kłaść ściany" dosyć intensywnie, z czasem flaszki zaczęły topnieć jedna po drugiej i skończyło się na kompletnym uboju. Gdy grupa ocknęła się równo ze świtem zauważyli, że brakuje wśród nich prowodyra libacji - instruktora..."
I tutaj następuje wersja GOPR-owców:
"Zapieprzamy gazikiem, wyjeżdżamy zza zakrętu a tu jakiś facet na środku drogi idzie na czworaka, wbija haki w asfalt i asekuruje się liną..."

Rozmowa znajomego (Z) pod sklepem monopolowym z lekko "zmęczonym" panem (P):
Z: Widzę, że kaloryfer (na brzuchu) od piwka to pan ma...
P: Taaaa, ja to już mam bojler!

Sytuacja ta wydarzyła się zeszłego roku w Krośnie. Policjanci z drogówki zostali wezwani do wypadku tira. Gdy dojechali na miejsce zastali leżącego w rowie ciężarowego DAF-a, który chwilę wcześniej wyjechał z pobliskiej stacji paliw. Wytaczający się z kabiny szofer powitał ich dziwnymi słowami:
- "Glina. Kumasz po polsku?"
Szybko okazało się, że jest przekonany, iż dotarł już do celu swej podróży czyli na Węgry. Z policyjnych ustaleń wynika, że jego samochód z grupą innych tirów jechał na Węgry po ładunek.
Cała grupa zatrzymała się na wspólny odpoczynek. Później konwój ruszył w stronę granicy, ale ta jedna ciężarówka została. Kierowca przyznał że na parkingu pił alkohol, a potem zasnął. Kiedy już wyruszył, nie ujechał wiele - wyjeżdżając z parkingu zawadził o paletę z kostką brukową i ozdobny duży kamień, trafiając w efekcie do rowu.
Być może gdy spał, śniło mu się, że dojechał już do celu. Stąd pewnie przekonanie, że jest na Węgrzech i zdziwienie czemu węgierscy policjanci tak dobrze mówią po polsku.