Autentyki - humor i rozrywka

Sytuacyjne

Kategoria dość specyficzna kategoria w serwisie. Wpadki słowne czy też sytuacje, które mają sens w danej, konkretnej sytuacji. Wtedy są śmieszne i zrozumiałe dla innych. Kluczem jest bardzo dobry opis zdarzenia.

Subskrybuj RSS dla kategorii Sytuacyjne.

Masz konto w Google? Lubisz Autentyki? Kliknij w przycisk "+1" i polecaj serwis znajomym!

Wszystkie teksty w kategorii "Sytuacyjne": 945

Sytuacja autentyczna z lat 70-tych, z opowieści matki, ojca i wujka:

W teatrze w Bydgoszczy odbywało się przedstawienie, na które zaproszeni zostali członkowie kółek rolniczych z okolic. Spektakl się rozpoczął, na widowni spokój. Po chwili do sali wpada spóźniona grupa z jednego kółka. W tym momencie aktor wypowiedział swoją rolę:
- Skąd przybywacie błędni rycerze?
Z grupy "spóźnionych" nadszedł odzew:
- SKR Sobiejuchy!

Na widowni śmiech niesamowity, do tego aktorzy zaczęli kulać ze śmiechu, przedstawienie przerwano na parę minut :D

"Jak to się robi z dziewczynami" :)

Zdarzenie sprzed kilku lat, z czasów studenckich. Mój dobry przyjaciel, Gumiś, był notorycznie podrywany przez swoją koleżankę z grupy, Marzenę. Gumiś jednakowoż był nią zainteresowany mniej niż średnio. Miałem przywilej być świadkiem epizodu, w którym Gumiś genialnie zaprezentował, jak skutecznie zniechęcić do siebie dziewczynę. Dialog wywiązał się na korytarzu budynku, w którym mieliśmy mieć zajęcia. Kilka dziewczyn rozmawiało na temat perfum, była tam i Marzena, która prezentowała koleżankom nowo nabytą perfumę. A że byłem tam i ja z Gumisiem, toteż pretekst do podrywu pojawił się rychło:

Marzena: "Zobacz, Gumiś, jaką sobie kupiłam ładną perfumę..."
Gumiś: (lekceważąco) "I po co?"
Marzena: "No jak to po co? Żeby ładniej dla ciebie pachnieć..."
Gumiś: (lekceważąco-kpiąco): "To po co się perfumować? Wystarczy się myć".
Marzena: (z lekkim oburzeniem) "Ależ Gumiś! Przecież JA SIĘ MYJĘ!"
Gumiś: "To chociaż wodę częściej zmieniaj".

Od tego czasu nie przypominam sobie, aby Marzena jeszcze kiedykolwiek podrywała Gumisia...

Mój kolega ze studiów opowiadał mi onegdaj o swojej koleżance, która była jego współlokatorką w pokoju w akademiku. Imienia koleżanki nie pamiętam, więc umownie nazwę ją Mariola. Otóż Mariola do najbystrzejszych nie należała, na ogół nie rozumiała opowiadanych dowcipów.
Toteż zdumieli się jej znajomi, gdy któregoś wieczoru, w gronie znajomych z akademika, opowiadano dowcipy i Mariola roześmiała się, tak jak pozostali, po tym jak jedna z osób opowiedziała dowcip, który muszę tu zacytować:

Hrabia wraca wcześniej z polowania. Jan staje na drodze do sypialni:
"Panie hrabio nie wolno! Pani hrabina przyjmuje kochanka!"
Hrabia na to: "Szabli!!"
Porwał szablę ze ściany i wbiegł do sypialni. Słychać świśnięcie szabli i okrzyk. Po chwili hrabia się wychyla i mówi spokojnie:
"Janie, dla pana wacik, a dla pani korkociąg".

Jak wspomniałem, Mariola się śmiała, więc wszyscy ze zdumieniem przyjęli, że zrozumiała dowcip.
Po chwili jednak uśmiech znikł z jej twarzy i z powagą zapytała:

"Ej... A po co był ten korkociąg?"

Jeśli dajesz mi minusa, to znaczy, ze też nie zrozumiałeś dowcipu ;)

Niedługo po naszym ślubie moja żonka zdecydowała że musimy przemeblować naszą malutką łazienkę i kupić mniejszych rozmiarów pralkę. W sklepie AGD oglądaliśmy wspólnie znajdujący się tam sprzęt, wreszcie żona stanęła przy wybranym modelem i z triumfem oznajmiła:

Żona: O, ta będzie dobra!
Mąż: Na pewno?
Żona: Raczej tak, bo co?
Mąż: Bo to jest zmywarka...
Żona: Acha, faktycznie... A ja się zastanawiałam, gdzie ona ma dziurkę...

Przypuszczam, że chodziło o otwór do wkładania ubrań :)

Moja kochana żonka miała do mnie niedawno zaskakująca prośbę...

Żona: Kochanie, czy mógłbyś zrobić listę moich zalet?
Mąż: Słucham??
Żona: Czy mógłbyś zrobić listę moich zalet?
Mąż: I co mam z nią zrobić?
Żona: Przynieś mi do pokoju.
Mąż: No... A na czym mam tę listę zrobić?
Żona: Na przykład na kartce.
Mąż: Dobrze. Czy możesz mi podać kartkę?
Żona: Co jeszcze ci mam kartkę podawać? Sam sobie nie możesz wziąć?!
Mąż: No tak... to już jedna zaleta odpada.

Idę sobie przez większe miasto i jak to zwykle bywa... tu ulotka - kosz - ulotka - kosz. Po chwili gdy już byłem cholernie wkurzony na te niemiłe babska rozdające ulotki... chociażby ładne były! ... ale wracając:
Po chwili przyszła odmiana, podeszła do mnie jakaś taka [P]ani w średnim wieku i mówi:
[P] - Jakieś grosiczki pan wrzuci?
[Ja] - A wierzy pani w Boga? - zadałem pytanie opierając dłoń na jej ramieniu. Ona się uśmiechnęła i odpowiedziała:
[P] - Ależ oczywiście!
[Ja] - No to Bóg zapłać - rzekłem szybko z uśmiechem na twarzy oddalając się od wrytego w ziemię "słupa"... sprawdzając czy mam wszystkie rzeczy...

Sklep mięsny,kolejka jak w Peerelu,okres przedświąteczny.Przede mną upierdliwe babsko wymyśla"5 plasterków tego,10 tamtego",i cokolwiek jej podają wypytuje ,każąc sobie pokazać,termin ważności ,z jakiej masarni towar itp.Ludzie w kolejce,już na serio wkurzeni,komentują głośno marudzenie paniusi.W końcu wybrała wędliny i przychodzi czas na mięso,znowu to samo,a to za tłuste,a to za chude,każe sobie podać"zgrabne nóżki na galat"pytając"a te nogi świeże?"na to facet z kolejki basem"jeszcze krwawią":)

Tydzień temu,upal,ja z ukochanym nad woda, on zmęczony, leży w cieniu, ja zrywam się po cokolwiek co ugasi pragnienie. Oddalam się od lubego, gdy słyszę jego "umierający" głos.
- ANIA LODA!
- CO?
On(coraz ciszej)
- Loda...
ja:
- Ale co? Zrobić? Kupić?
:)

Spacerek z moim kochanym. Mijamy stoisko z pamiątkami typu pluszowe smoki wawelskie, sztuczna biżuteria, koszulki również ze smokiem itd. itp. Między innymi była tam różnego rodzaju (drewniana) broń:
Ja: Kochanie, a może kupisz mi taki miecz?
On: Hmm.. noo... pochwę już masz.

Dzwoni koleś do Antyradia i się pogłos wytworzył bo radia nie ściszył.
Prezenter na to pyta:
- Ło ludu, gdzie Ty mieszkasz? W studni czy w kiblu?